„zawsze redaktor”
Nasze rozmowy Józef Szczurek Któż z czytelników "Pochodni" nie zna wybitnego działacza ruchu niewidomych w Polsce - kapitana Jana Silhana? Jego nazwisko jest znane nie tylko w naszym kraju, ale także w organizacjach niewidomych daleko poza jego granicami. Kolega Jan Silhan urodził się w 1889 roku. Wzrok stracił w czasie pierwszej wojny światowej na froncie serbskim. Fakt ten jednak nie stał się źródłem załamania. W roku 1917 wówczas jeszcze porucznik Jan Silhan zorganizował we Lwowie zakład rehabilitacji zawodowej dla ociemniałych żołnierzy i zakład ten jako jedyny w Polsce ociemniały oficer w służbie czynnej, prowadził przez dziewięć lat. W roku 1925 mianowany został na kapitana. W ciągu całego okresu międzywojennego kolega Silhan znajdował się w naczelnych władzach Związku Ociemniałych Żołnierzy. W latach trzydziestych jego działalność rozwijała się głównie na dwu płaszczyznach. Włącza się do pracy w ówczesnym międzynarodowym ruchu niewidomych, czego wyrazem jest fakt, iż w roku 1936 został wybrany na przewodniczącego Powszechnej Federacji Samopomocowej Związku Niewidomych (skrót UABO), grupującej organizacje z czternastu krajów europejskich. Dla celów praktycznych UABO posługiwała się językiem esperanckim. Funkcję tę kolega Silhan sprawował aż do wybuchu wojny. Druga płaszczyzna działania to usilne dążenie do stworzenia w Polsce organizacji, która, niezależnie od przyczyn utraty wzroku, objęłaby swą opieką wszystkich niewidomych, i polepszenia na tej drodze ich doli. Opracował nawet statut tak zwanej Rady Głównej opieki nad niewidomymi, ale zamierzenie to w okresie przedwojennym nie mogło być zrealizowane. Wśród organizatorów, przeważnie filantropijnych, opieki na niewidomymi, za dużo było różnic politycznych, za dużo różnic w poglądach na rolę i sytuację inwalidy wzrokowego. Brakowało zainteresowania tym zagadnieniem ze strony państwa. W roku 1945 kolega Silhan przenosi się ze Lwowa do Krakowa, aby tu kontynuować swą działalność. Trudności tych pierwszych powojennych lat, piętrzące się we wszystkich dziedzinach, jeszcze bardziej zwiększają jego energię. W roku 1946 organizuje krakowską filię Związku Ociemniałych Żołnierzy, by w ten sposób zdobyć odskocznię od pracy, zmierzającej do włączenia do czynnego, pełnowartościowego życia wszystkich niewidomych. Wówczas nie wiadomo było, ilu jest niewidomych i gdzie się znajdują. W pierwszym więc rzędzie kapitan Silhan stara się różnymi drogami dotrzeć do nich, przeprowadzić ich ewidencję, nie tylko w województwie krakowskim, ale także w kieleckim i rzeszowskim. W tym okresie nie ma środków finansowych. Cała działalność opiera się a pracy społecznej. W roku 1949 kolega Silhan uzyskuje dwupokojowy lokal z przeznaczeniem na biuro dla organizacji niewidomych. W tym też czasie nawiązuje kontakt ze Związkiem Pracowników Niewidomych. Dużo energii poświęca sprawie zatrudnienia inwalidów wzrokowych w przemyśle, zwłaszcza tytoniowym, kartonażowym, kosmetycznym. W rok po wojnie na wielkim wiecu oświatowym, zorganizowanym przede wszystkim przez kuratorium krakowskie, kapitan Silhan wystąpił z inicjatywą utworzenia w Krakowie szkoły specjalnej dla dzieci. Inicjatywa ta została poparta przez władze. Odtąd czuwa nad realizacją tego wniosku. Szkoła powstała w 1951 roku, a dwa lata później została przekształcona na specjalną szkołę muzyczną z programem ogólnym. On także był głównym motorem akcji, w której wyniku powstała w Krakowie szkoła masażu. W roku 1955 kolega Jan Silhan został członkiem Zarządu Głównego PZN, a na Czwartym Krajowym Zjeździe wybrano go na członka Prezydium ZG PZN. Jest to zaledwie garść informacji o wszechstronnej pracy tego wybitnego działacza, który mimo podeszłego wieku wykazuje nadal niesłabnącą energię i młodzieńczy entuzjazm. Od trzynastu lat kolega Silhan redaguje w "Pochodni" rubrykę "Niewidomi za granicą", informując naszych odbiorców o tym, co się dzieje w ruchu inwalidzkim w wielu innych krajach. W tym celu czyta czasopisma, wydawane w Związku Radzieckim, Jugosławii, Czechosłowacji, Bułgarii, Austrii i obydwu państwach niemieckich, Szwajcarii, Francji i Anglii. Jest także redaktorem dwu bardzo interesujących kwartalników brajlowskich, odgrywających poważną rolę w życiu niewidomych w naszym kraju i za granicą - "Niewidomego Masażysty" i "Pola Stelo". Na koniec przeczytajmy krótką odpowiedź kapitana Silhana na pytanie redakcji naszego czasopisma, które brzmiało: - Spośród wielu sukcesów niewidomych w Polsce Ludowej jakie, Kolego Kapitanie, wyróżnilibyście dwa osiągnięcia, Waszym zdaniem najważniejsze? - Wybór nie jest łatwy, ale moim zdaniem najważniejszym sukcesem dwudziestolecia w ruchu niewidomych w naszym kraju jest fakt, że powstała silna, jednolita, skupiająca wszystkich inwalidów wzrokowych w Polsce, organizacja - Polski Związek Niewidomych. Jest to przecież klucz do rozwiązywania wielu problemów życiowych tej grupy inwalidzkiej. O takiej organizacji marzyli i o to walczyli najrozumniejsi i najbardziej wartościowi działacze, pragnący szczęścia dla niewidomych. Drugie wielkie osiągnięcie to zatrudnienie sześciu tysięcy niewidomych. Nie zapominajmy, że w Polsce międzywojennej pracowało ich tylko trzystu. Dzięki tak poważnemu zatrudnieniu może się obecnie rozwijać w naszych szeregach działalność kulturalna, oświatowa, sportowa i inne. - Tyle kolega Silhan, a my pragniemy jeszcze podkreślić coś, bez czego ten krótki rys biograficzny naszego działacza byłby niepełny - rolę jego wiernej żony - współpracownika i przyjaciela. Towarzyszy mu ona prawie od pierwszych miesięcy po utracie wzroku w wysiłkach i pracach, w sukcesach i niepowodzeniach, włączając wszystkie swe siły i myśli w działalność swego niewidomego męża, w pracę dla dobra niewidomych. Pochodnia, czerwiec 1964
|