Jaskółki czynią wiosnę  

     Grażyna Wojtkiewicz  

Osiedle nazywa się Kosmonautów, choć z przestworzami niewiele ma wspólnego - niezbyt wysokie bloki, w równej, typowej dla osiedli zabudowie. Tu w nowym, parterowym budynku mieści się od roku poznańska Poradnia Rehabilitacji Niewidomych i Słabowidzących. Lokal dzieli wspólnie z osiedlowym żłobkiem. Jest duży, widny, taki naprawdę na przyszłościowe czasy. To właśnie w sprawie lokalu dla poradni, którą chciał wykwaterować ze swych pomieszczeń poznański okręg PZN, rozgorzał niegdyś ostry konflikt. Wyszło to poradni na dobre, gdyż obecny lokal spełnia dobrze swoją rolę, niczym nie ustępując podobnym placówkom w najbogatszych zachodnich krajach, szczególnie jeśli chodzi o stosowane tu metody rehabilitacji. Jedyny mankament, to duża odległość od centrum Poznania. Po raz pierwszy trafić tu niełatwo, zwłaszcza niewidomemu. Ja błądziłam aż pół godziny, zanim dotarłam do celu. Co uderza przybysza z zewnątrz? Gustownie urządzone, przytulne, kolorowe wnętrza, takie w których miło się przebywa. No i przede wszystkim wspaniałe wyposażenie w różnego rodzaju sprzęt, pomocny do pracy rehabilitacyjnej. W salach do ćwiczeń dla dzieci mnóstwo zabawek grających, mówiących, bajecznie kolorowych, dostarczających dziecku różnorodnych wrażeń. Tu pod okiem rehabilitanta, niewidome dziecko uczy się świadomie poznawać otoczenie, wykorzystując przy tym pozostałe zmysły. Ćwiczy niesprawność ruchową, wady postawy, zaś rodzice bacznie obserwują te poczynania, by później, w domu, samodzielnie je kontynuować. Bowiem zadaniem rehabilitanta jest przede wszystkim przeszkolenie rodziny dziecka. Zaś by proces był skuteczny, musi być zachowana ciągłość - dziecko trzeba pobudzać do działania w różnych sytuacjach - w domu, na spacerze, podczas zabawy czy rozmowy. Dopiero taki skonsolidowany wysiłek gwarantuje sukces.  

 Gdzie diabeł nie może...  

 Kierownikiem poradni od lat dziesięciu, a więc od początku jej istnienia, jest pani Hanna Pracharczyk - właściwa kobieta na obecne, burzliwe czasy. Nigdy nie załamuje rąk w bezradnym geście. Trudności mobilizują ją do działania. Nie ma pieniędzy? To trzeba je zdobyć. A jak? Od sponsorów. Było więc tysiące listów do różnych instytucji i osób prywatnych z rzeczowym umotywowaniem potrzeby tego typu działania, artykuły w prasie, audycje w radio - po prostu szeroka, ogólnopolska akcja promocyjna. A jej efekt? Prawie bez żadnych pieniędzy od instytucji, które powinny pomóc (przede wszystkim Polskiego Związku Niewidomych) udało się urządzić i wyposażyć poradnię tak, iż jest to jedna z najnowocześniejszych tego typu placówek w kraju. Kupowali sami, za niewielkie, ale sensownie wydawane pieniądze. Znana firma "Kodak" podarowała nowoczesny aparat fotograficzny, jest więc bogata, kolorowa dokumentacja tego, co się tu robi. Marzy im się jeszcze kamera wideo. Wtedy można by nakręcić film instruktażowy o tym, jak prawidłowo powinien przebiegać proces rehabilitacji człowieka pozbawionego wzroku. Kolorowe prospekty informują przybysza o rodzajach świadczonych przez poradnię usług. Jeśli chodzi o dorosłych, uczy się ich orientacji i poruszania się z białą laską, pisma Braille'a i maszynopisania, posługiwania się specjalistycznym sprzętem i metodami bezwzrokowymi. Jest reorientacja zawodowa, interwencje w sprawach socjalno-bytowych oraz kompleksowa rehabilitacja głucho-niewidomych. Ta ostatnia działalność, poza Poznaniem, jest prowadzona jedynie w Warszawie. Dzieci i młodzież mogą w poradni skorzystać z: diagnostyki psychologiczno-pedagogicznej, poradnictwa logopedycznego, rehabilitacji ruchowej, masażu, nauki widzenia dla osób niedowidzących. Jest też rehabilitacja dzieci głucho-niewidomych oraz głęboko upośledzonych. Dla małych dzieci z rodzicami organizuje się turnusy szkoleniowe. Marzy im się poradnia rehabilitacji widzenia oraz własny sklep. W sklepie byłby sprzęt, ułatwiający niewidomemu codzienne życie i pracę, no i najróżnorodniejsze zabawki dydaktyczne, których bezskutecznie szukają rodzice w sklepach. Część dochodu ze sklepu byłaby przeznaczana na działalność poradni.  

 Trzeba jeszcze dodać, iż placówka jest własnością Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Poznaniu. Dyrekcja szpitala wykazuje dużą życzliwość dla jej działań, służąc zawsze pomocą, no i oczywiście opłacając personel i czynsz. Jeśli mowa o personelu, to pracuje tu 10 osób. Kadra młoda, starannie dobierana, oddana bez reszty swojej pracy. Danuta Podleśna i Małgorzata Płóciennik - to psycholodzy, Grażyna Wierachowska - pedagog i Renata Tądrowska - rehabilitantka ruchu. Jest też logopeda - Anna Florek, technik fizykoterapii - Tomasz Chromiński, socjolog - Jerzy Łączny, no i kierownik placówki - Hanna Pracharczyk. Oprócz tego sekretarka i sprzątaczka. Powierz mi swe smutki Jerzy Łączny jest w poradni socjologiem. Zajmuje się dorosłymi i młodzieżą, organizując im niezbędną pomoc. Interweniuje w ZUS, informuje o uprawnieniach, załatwia sprawy mieszkaniowe, kieruje do okulisty, organizuje pomoc pieniężną, jeśli jest taka potrzebna. Oprócz tego dla osób tracących wzrok prowadzi telefon zaufania. W każdy poniedziałek między 14 a 18 można zadzwonić pod numer 20-05-12 i powierzyć mu swoje problemy. Cierpliwie wysłucha, życzliwie doradzi lub po prostu porozmawia. Ludzie dzwonią w różnych sprawach - pytają na przykład o cudowny lek, który mógłby im przywrócić zdolność widzenia. Dla człowieka, nawet najsilniejszego psychicznie, utrata wzroku jest szokiem, paraliżującym wszelkie działanie. I wtedy rola dla psychoterapeuty, by najdelikatniej, jak tylko można, skierować rozmowę na inne tory - przekonać delikwenta, iż sens życia nie polega na widzeniu, ale na byciu w pełni człowiekiem. Trzeba go znaleźć w sobie, a psychoterapeuta w telefonicznej rozmowie musi wskazać takie możliwości. Problemy, z którymi zwracają się anonimowi rozmówcy, to przede wszystkim utrata tego sensu życia. Plastyczka, samotnie wychowująca dzieci, w trudnej sytuacji mieszkaniowej, nagle traci wzrok. Jest zdruzgotana, nie widzi dla siebie miejsca, chce ze sobą skończyć. Doświadczony psychoterapeuta stara się dogłębnie poznać jej sytuację, by udzielić skutecznej rady. Nieraz potrzebna jest dłuższa psychoterapia, a często jedynie rozmowa z kimś, kto rozumie, wysłucha i rozładuje psychiczne napięcie. Często takich rozmów musi być wiele, by dały pożądany efekt. Inny problem ludzi tracących wzrok to alkoholizm. Dotyczy przeważnie starszych, dojrzałych, którzy w ten sposób starają się "leczyć" swoje stresy. Pracując w telefonie zaufania i wysłuchując setek intymnych zwierzeń, Pan Jerzy z niepokojem stwierdza, że ostatnio wśród niewidomej młodzieży daje się też zauważyć problem narkomanii. Dotyczy zwłaszcza osób słabowidzących. Okazuje się, że i ta plaga naszego wieku nie omija ludzi pozbawionych wzroku. Są oni przecież częścią społeczeństwa. Pan Jerzy w telefonicznej rozmowie stara się przekonać, że życie musi trwać dalej. Trzeba je jedynie nieco zmodyfikować - książki czarnodrukowe zastąpić brajlowskimi, nauczyć się żyć i poruszać po niewidomemu. Człowiek w szoku nie potrafi dostrzec nieraz najprostszych rozwiązań, gdyż do pewnych spraw nie ma niezbędnego dystansu. Trzeba mu w tym pomóc. Pan Jerzy stara się to robić najlepiej, jak potrafi. Czy mu się to udaje? Chyba tak, jeśli już czwarty rok z powodzeniem prowadzi telefon zaufania. Co im się marzy Poznańska Poradnia Rehabilitacji obejmuje swoim działaniem teren całej Wielkopolski. Trafiają tu też ludzie z Zielonej Góry, Kalisza, a nawet Bydgoszczy. W przyszłości ma tu powstać, podobnie jak w Warszawie, punkt konsultacyjny dla głucho-niewidomych. Marzy im się niewielki hotelik, w którym matki przyjeżdżające z dziećmi z odległych miejscowości, mogłyby odpocząć przed męczącymi ćwiczeniami. Podstawą przyjęcia do poradni jest wada wzroku. Wizyta u jednego rehabilitanta trwa około 2 godzin, w zależności od potrzeb. W czasie pierwszej wizyty przeprowadza się szczegółowy wywiad i zakłada kartotekę. By dotrzeć do wszystkich potrzebujących, pracownicy poradni wysyłają listy do szpitali, wydziałów zdrowia, instytucji opieki społecznej - słowem wszędzie tam, gdzie można uzyskać informację o ludziach tracących wzrok. Ważne, by od pierwszych dni poddać ich działaniom rehabilitacyjnym. Ma to istotne znaczenie w przypadku małych niewidomych dzieci, u których wszelkie opóźnienia w rehabilitacji często bardzo trudno odrobić. W każdym miejskim kole PZN na terenie Poznania za wyjątkiem Jeżyc, jest pracownik do spraw rehabilitacji. Raz w tygodniu spotykają się wszyscy w poradni, by wymienić informacje i ustalić program działania. Nieraz trzeba załatwić dla dziecka szkołę lub sąsiedzką pomoc dla samotnego człowieka, skierować do poradni czy domu opieki. Są też zebrania dla rodziców, wykłady dla studentów poznańskich uczelni, asystentów socjalnych, szkoli się lekarzy okulistów, by potrafili udzielić właściwej informacji człowiekowi tracącemu wzrok. To przecież lekarz pierwszy ma kontakt z nowo ociemniałym. Od jego uświadomienia i wiedzy nieraz bardzo wiele zależy. Hipoterapia to także nowatorska działalność poradni. Organizuje się ją dla dzieci z niesprawnością ruchową. Kontakt z żywym zwierzęciem, jakim jest koń, oprócz przyjemnych dla dziecka wrażeń, umożliwia także ćwiczenia porażonych mięśni. Jest też muzykoterapia i wiele jeszcze innych, niekonwencjonalnych działań, które wyróżniają pozytywnie poznańską placówkę na rehabilitacyjnej mapie. Zaś ludzie, którzy w tych trudnych czasach chcą i wiele robią, są jak jaskółki, które, wbrew porzekadłu,     czynią jednak wiosnę.

Pochodnia listopad 1992