„zawsze redaktor”
Szkoła Muzyczna dla Niewidomych Dzieci rozpoczęła pierwszy rok nauki 11 października bieżącego roku wczesnym rankiem przybyła do Krakowa redakcja "Pochodni" i "Światełka" z przewodniczącym Zarządu Głównego Polskiego Związku Niewidomych, na uroczystość otwarcia pierwszej w Polsce szkoły muzycznej dla niewidomych dzieci. Nie tracąc ani chwili udaliśmy się na ulicę Józefińską, gdzie mieści się szkoła ogólnokształcąca i internat dla niewidomych dzieci. Tam, wśród starszych kolegów i koleżanek zamieszkało dziesięcioro niewidomych dzieci, które dzisiaj rozpoczynają pierwszy rok szkolny w specjalnie dla nich zorganizowanej szkole muzycznej. Zastajemy je w szkolnej świetlicy. Są między nimi nie tylko czytelnicy "Światełka", ale i "Pochodni". Uczniowie ostatnich klas z wielkim zainteresowaniem czytają "Pochodnię". Chłopcy najbardziej lubią artykuły o charakterze popularno- naukowym, interesuje ich budowa radia słuchawkowego, proszą o podanie opisu jego budowy. Dziewczynki proszą o jak najwięcej opowiadań przyrodniczych. - Nie zapomnimy o Waszych życzeniach- zapewniamy naszych czytelników, ale i Wy dotrzymujcie słowa i piszcie do nas. - Leon Sputo - jeden z uczniów ósmej klasy obiecał nam donosić o życiu i pracy swojej szkoły. Czekamy na wiadomości od Ciebie, Leonie. Szybko upłynęła nasza wspólna rozmowa. Zbliżała się godzina piętnasta. Wszyscy razem z personelem nauczycielskim i uczniami udaliśmy się na uroczystość do szkoły muzycznej. Szybko i wesoło minął nam wspólny spacer. Nie zauważyliśmy nawet, kiedy znaleźliśmy się w auli Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej. Za chwilę miało tu nastąpić otwarcie pierwszej w Polsce Specjalnej Szkoły Muzycznej dla Niewidomych Dzieci. Słychać było jeszcze szum rozmów, kroki wchodzących i wychodzących ludzi. Na estradzie przygotowywał się do występów chór złożony z uczennic Państwowej Szkoły Muzycznej. Wszystkie były ubrane jednakowo. Miały białe bluzki z czerwonymi krawatami i granatowe spódniczki. Jeszcze kilka minut. Ostatnie przygotowania. Punktualnie o godzinie szesnastej rozpoczęła się uroczystość. Przejęty i wzruszony dyrektor Weber otwiera część oficjalną, witając w imieniu wszystkich obecnych przybyłego w tej chwili ministra Kultury i Sztuki obywatela Dybowskiego. Burza oklasków przerywa jego słowa. Jednocześnie z boku podchodzi niewidoma dziewczynka, licząca może sześć lat. Kieruje się zupełnie pewnie ku ministrowi, trzymając w ręce bukiet biało- czerwonych róż. Jest bardzo wzruszona, niemniej jednak wesoły uśmiech, pełen beztroskiej radości zdobi jej twarzyczkę. Minister nachyla się nad malutką i serdecznie, po ojcowsku przygarnia ją do siebie i całuje. Po chwili dziewczynka odchodzi. Burza oklasków wzmaga się jeszcze bardziej. Dyrektor szkoły towarzysz Weber wita przybyłych na uroczystość przedstawicieli: Ministerstwa Kultury i Sztuki obywatela Dybowskiego, prezydium Rady Ministrów towarzysza Henera, Komitetu Centralnego PZPR towarzysza Czanerle, przewodniczącego Zarządu Głównego PZN towarzysza Leona Wrzoska, sekretarza konsulatu Radzieckiego towarzysza Gorienowa oraz przedstawicieli władz miejscowych, państwowych i społecznych. Po powołaniu prezydium dyrektor Weber jako współzałożyciel i organizator szkoły wygłasza krótkie przemówienie. Mówi o inicjatywie założenia szkoły dla niewidomych dzieci, o warunkach i możliwości jej rozwoju. - Tylko w państwie ludowym- kończy swe przemówienie- mają prawo i mogą się uczyć wszystkie bez wyjątku dzieci. My- nauczyciele dołożymy wszelkich starań, aby stworzyć dobre warunki i atmosferę odpowiadającą dzieciom niewidomym. - Z kolei przemawiał towarzysz Leon Wrzosek, który zwrócił się do dzieci, aby w pracy swojej szły za przykładem starszej młodzieży, która na zlocie złożyła ślubowanie przodowania w pracy i nauce, aby godnie wypełniać powierzone im zadanie. W imieniu wydziału oświaty Wojewódzkiej Rady Narodowej przemówił obywatel Starzecki, życząc uczniom nowej szkoły dobrych wyników w nauce. Burzą oklasków zostało przyjęte przemówienie dyrektora Centrali Spółdzielni Inwalidów oddziału krakowskiego towarzysza Romana Lewingera, który w imieniu wszystkich pracowników CSI złożył zobowiązanie roztoczenia opieki i pomocy materialnej dla dziesięciorga dzieci rozpoczynających naukę aż do chwili ukończenia przez nich szkoły. Jako ostatni przemówił minister Kultury i Sztuki obywatel Dybowski. W prostych, serdecznych słowach życzył powodzenia i szybkiego rozwoju nowopowstałej szkoły. Jednocześnie zwrócił się z apelem do nauczycieli i młodzieży uczącej się, aby starali się zapewnić swoim wychowankom jak najlepszą opiekę. - Proszę Was- powiedział- abyście stworzyli im taką atmosferę i opiekę, aby zapomnieli i nie odczuwali w zupełności braku jednego ze swoich zmysłów. W kilka minut później rozpoczęła się część artystyczna. Występujący poprzednio chór odśpiewał kilka piosenek ludowych. Następnie występowały najmłodsze pianistki, uczennice młodszych klas. Publiczność nie szczędziła im braw. W dalszej części programu występowali niewidomi artyści. Szczególnie owacyjnie publiczność witała znanego młodego pianistę Edwina Kowalika z Łodzi, który odegrał między innymi Poloneza Des-dur Chopina oraz "Pieśni bez słów" Mendelssohna. Młody pianista musiał kilkakrotnie bisować. Publiczność nie chciała wypuścić go ze sceny. Podobnie przyjęto występ niewidomego śpiewaka Ryszarda Gruszczyńskiego, który odśpiewał kilka arii operowych przy akompaniamencie Jerzego Sokorskiego. Oklaskom i owacjom nie było końca. Szkoda tylko, że Gruszczyński tak mało bisował. - Rzewne i piękne jest to otwarcie szkoły- doleciał mnie głos z tyłu. Tak. Rzewne i piękne. Ze wzruszeniem patrzyliśmy na gromadkę dzieci siedzących z prawej strony sali. Uśmiechnięte i wesołe słuchały występów swych starszych kolegów. Może myśleli o swojej przyszłości, o tym, że jutro i oni będą się uczyli. - Będę mogła uczyć się grać- mówiła Marysia. - A ja nie rozstanę się z harmonijką- szeptał Mietek.- W czasie występów swych kolegów wybijali takt paluszkami na swoich kolanach. Ich pełne radości buzie mówiły najlepiej o opiece naszego ludowego państwa i społeczeństwa nad młodzieżą. Przeżyliśmy w sobotę wielką i radosną chwilę. Pochodnia 10-1952
|