Będzie żył w naszych wspomnieniach   

IWONA RÓŻEWICZ   

       

Michał Kaziów -   

13.09.1925-  -   6.08. 2001,    

      pisarz, publicysta, znawca problematyki radiowej, doktorant poznańskiego Uniwersytetu im. A. Mickiewicza, autor licznych książek, artykułów, felietonów, audycji radiowych, esei i prac              naukowych. Laureat wielu nagród państwowych i regionalnych. Od 1949 roku członek Polskiego    

Związku Niewidomych. Pełnił w nim różne funkcje,  m.in. w latach 70. był przewodniczącym Głównej   Komisji Rewizyjnej wieloletni współpracownik    "Pochodni".   

   

Odszedł Michał Kaziów. Miał 76 lat, może się więc wydawać, że to naturalna kolej rzeczy. Ale wyrwę, która powstała, niełatwo będzie zapełnić. Każde środowisko ma swoje ikony. Osoby, których dokonania, sposób postępowania i charyzma sprawiają, że stają się one wzorem do naśladowania, punktem oparcia. Ukazują pułap możliwości, jaki w danym środowisku można osiągnąć. Ociemniały, bezręki, czytający brajla wargami pisarz Michał Kaziów stał się dla środowiska niewidomych taką ikoną.    

Urodził się dwa razy    

   Po raz pierwszy w Koropcu nad Dniestrem na Kresach Wschodnich w rolniczo-rzemieślniczej rodzinie. Jako dzieciak, potem nastolatek chciał tą tradycję kontynuować. Pragnął nauczyć się kowalstwa i jednocześnie prowadzić nowoczesne gospodarstwo rolne. Ale wybuchła wojna i pierwszym dojrzałym doświadczeniem Michała była współpraca z oddziałem AK. Był kurierem, rozwoził bibułę i powiadamiał ludzi o grożącym niebezpieczeństwie.   

Na krótko przed wkroczeniem Rosjan do okupowanego przez Niemców Koropca, hitlerowcy rozpoczęli wywózkę mężczyzn na roboty do Rzeszy. Michałowi udało się uciec z transportu.  Po różnych perypetiach trafił do Wrocławia, gdzie został przydzielony do Straży Ochrony Obiektów. I tu 5 października 1945 r. urodził się po raz drugi. Podczas pełnienia służby w porcie rzecznym trafił na minę zainstalowaną przez ukrywających się w gruzach SS-manów. Po półrocznym, pełnym cierpienia i bólu pobycie w szpitalu, wyszedł stamtąd całkowicie niewidomy i bez rąk. Miał dwadzieścia lat.   

Ciernista droga   

   Na tę trudną drogę otrzymał jednak pomocne wyposażenie. W jednym z wywiadów, na pytanie, jakie wartości i tradycje wyniósł z rodzinnego domu, odpowiedział: "Pracowitość, uczciwość, szacunek dla starszych, zgodne życie w rodzinie, poszanowanie cudzej i własnej własności, religijność."     

Co znaczy zgodne życie w rodzinie, przekonał się po wyjściu ze szpitala. Rodzice zabrali go do domu w Bogaczowie na Ziemiach Odzyskanych, bo tam trafili jako repatrianci.   

- Bez rodziców - mówi w tymże wywiadzie - trudno sobie wyobrazić moje ówczesne życie. Byli dla mnie nie tylko oczami i rękami, ale całkowitym oparciem. Długo nie mogłem pogodzić się ze swoim kalectwem, zaakceptować siebie... Nieustannie zastanawiałem się, jak żyć co robić dalej. Ojciec dużo mi czytał. Czymś ogromnie ważnym okazało się radio... nauczyłem się manipulować gałką. Wchłaniałem audycje oświatowe, literackie, polityczne... To były początki mojej psychicznej rehabilitacji.   

I Polskie Radio stało się dla Michała Kaziowa dobrym początkiem. Postanowił wziąć udział w comiesięcznym  konkursie na recenzję z dowolnie obranej audycji. W 1950 roku zdobył pierwszą nagrodę i odtąd recenzował już wiele audycji. Twórczość radiowa, rozumiana jako odrębny gatunek twórczości literackiej i dziennikarskiej, stała się z czasem jego życiową pasją.   

Dwie kobiety   

   Dobre wróżki trafiają się nie tylko w bajkach. Taką stała się dla pana Michała Halina Lubicz, aktorka i działaczka społeczna. Kontakt z nią nawiązał się za pośrednictwem PZN, pani Lubicz pracowała społecznie z niewidomymi w Poznaniu. Swemu nowemu podopiecznemu podpowiedziała rzecz zdawałoby się niewykonalną - nauczenie się czytania brajla wargami. Kaziów nauczył się tego po tygodniach ciężkiej, mozolnej pracy. Podobno był to pierwszy w świecie tego typu przypadek.   

Pani Halina namawiała go usilnie do dalszej nauki. Dzięki jej staraniom podjął naukę w wieczorowym liceum dla pracujących w Poznaniu. Potem były studia polonistyczne w Poznańskim Uniwersytecie i praca magisterska na temat: "Postać niewidomego w oczach widzących poetów". Tu również pomoc Haliny Lubicz okazała się bezcenna. Przewertowała ponad tysiąc tomików, które przecież nie były wydane w brajlu, nagrywała na magnetofon.   

Po magisterium przyszedł doktorat, a jego tematem było ukochane radio. Pracę: "O dziele radiowym: z zagadnień estetyki słuchowiska radiowego" oceniono wysoko, pod pewnymi względami jako nowatorską. 18 maja 1972 r., dzień obrony dysertacji, której streszczenie Kaziów wygłosił z pamięci, był wielkim dniem dla niego, jego rodziców i pani Haliny.   Halina Lubicz była nie tylko nieformalną promotorką edukacyjnej drogi pana Michała. Ofiarowała mu również dom. Najpierw w Poznaniu, gdzie u niej mieszkał w czasie nauki i studiów, później w Zielonej Górze (pani Halina pracowała jako aktorka w Teatrze Lubuskim), był stałym bywalcem w jej mieszkaniu w Domu Aktora. Bo Michał Kaziów też stał się Lubuszaninem. Wprawdzie pracy w zielonogórskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej nie otrzymał, co przeżył boleśnie, gdyż interesowała go praca nauczyciela akademickiego, ale został współpracownikiem "Gazety Zielonogórskiej". Wielu czytelników rozpoczynało czytanie od jego felietonów "Włącz radio". Był stałym współpracownikiem lokalnych lubuskich rozgłośni. W "Radio Zachód" miał comiesięczną audycję "Słucham, więc jestem", będący czymś w rodzaju telefonu zaufania i cenionym specjalistą w zakresie słuchowiska radiowego. Z czasem Zielona Góra i Ziemia Lubuska stała się jego małą ojczyzną, a i on stał się częścią jej społecznego pejzażu. I dumą, o czym świadczy przyznany mu wśród wielu innych odznaczeń i tytułów honorowych tytuł "Lubuszanina Roku", czy uroczysta sesja naukowa zorganizowana w ub. roku z okazji 75-lecia urodzin i 50-lecia pracy twórczej.    

Dzięki pani Halinie Michał Kaziów poznał drugą kobietę swojego życia - żonę Stefanię. To późne małżeństwo okazało się bardzo udane. Potwierdziła się myśl pana Michała wpleciona jako motto do jego pracy doktoranckiej: "A serce czuje - wszystko bez niego jest zimne i martwe." Pani Stenia miała serce. Stworzyła mu optymalne warunki do twórczości i uczestnictwa w życiu społecznym. Jej zadedykował swoją książkę "Z orchideą po złote runo".   

Biografia literackim tworzywem   

   Michał Kaziów był też - a może i przede wszystkim - utalentowanym prozaikiem. Debiutował stosunkowo późno, w 1985 r., autobiograficzną książką "Gdy moim oczom". Potem było kilka zbiorów opowiadań i książki poświęcone dwóm wielkim niewidomym - Janowi Silhanowi ("A jednak w pamięci") i Włodzimierzowi Dolańskiemu ("Dłoń na dźwiękach").   

Czytelnicy jego książek i słuchacze nie pozostali dłużni. Otrzymywał od nich mnóstwo serdecznych listów. O jego niezwykłym życiu i twórczości ukazało się też wiele artykułów, esei, recenzji, audycji. Także poświęconych mu wierszy.   

***Michał Kaziów był człowiekiem z charyzmą. Otwarty, kontaktowy, interesujący w rozmowie, dowcipny. I przystojny. Był niezwykły nie tylko dlatego, że pokonując tak uciążliwe bariery, osiągnął tak wiele. Stał się człowiekiem sukcesu okupionego wielkim cierpieniem. Był niezwykły również dlatego, że tak bardzo obchodził go los innych ludzi. Tym, których ten los dotknął, chciał pomagać, dzielić się swoim doświadczeniem. W cytowanym wywiadzie tak o tym mówi: - Doznałem także wielu gorzkich, bolesnych doświadczeń, które wynikają z niewiedzy społecznej o osobach niepełnosprawnych. W niektórych moich książkach, w całej mojej działalności społecznikowskiej usiłuję przekonać ludzi, że nie ma sytuacji bez wyjścia, że nigdy nie wolno się poddawać. Przekonuję osoby kalekie, że każdą, nawet największą ułomność można przezwyciężyć siłą własnej woli, umysłu i serca. A ludzi zdrowych proszę, żeby zmienili swój stosunek do osób kalekich, żeby w rodzinie się ich nie wstydzili. I pomagali im tylko wtedy, gdy to jest niezbędne... Kalectwo nie jest istotą człowieka ale jedynie złym dodatkiem, który można i trzeba codziennie przezwyciężać.   

Pan Michał lubił też mawiać: - Jeżeli się uśmiechniesz, uśmiechną się również inni.   

Pochodnia wrzesień ,  2001