„zawsze redaktor”
Mieczysław Michalak Przez całe epoki ludzie pozbawieni wzroku spychani byli na margines życia, gdyż z powodu kalectwa nie mogli w nim aktywnie uczestniczyć. Sami poszkodowani, a także ludzie widzący nieustannie szukali sposobów zminimalizowania skutków braku wzroku, ale dopiero rozwój techniki zaczął przybliżać nas do upragnionego celu, choć droga była bardzo trudna. Polski Związek Niewidomych, już w pierwszych latach swego istnienia, przystąpił do pracy mającej na celu stworzenie urządzeń ułatwiających inwalidom wzroku włączenie się do normalnego życia. Postanowiliśmy zainteresować tym problemem możliwie jak najszersze grono ludzi z tytułami naukowymi i wysoko ustawionych politycznie. W 1958 roku powstał przy Polskiej Akademii Nauk Komitet Kompensacji Zmysłu Wzroku. Na czele Komitetu stanął marszałek Sejmu - prof. Jan Dembowski. W 1959 roku, zacne grono kilkudziesięciu naukowców zebrało się na pierwszym posiedzeniu Komitetu. PZN reprezentował skromny zespół, zaledwie pięciu osób, a wśród nich - dr Włodzimierz Dolański i mec. Władysław Gołąb. Urządzono to trochę widowiskowo. Gdy przyszła kolej zreferowania sprawy i podzielenia się swoimi doświadczeniami przez Włodzimierza Dolańskiego, to pan doktor, jako reżyser tego momentu, nakazał wyłączyć światło i w absolutnej ciemności odczytał swój referat. Wywarło to duże wrażenie. Głównym tematem referatu było zagadnienie : czy istnieje u niewidomych zmysł przeszkód. Dr Dolański udowodnił, że tak. Następnie, w imieniu naszej grupy, zabrał głos mec. Gołąb i przedstawił zastrzeżenia dotyczące aparatu pod nazwą: elektroftalm , nad którym pracowali prof. Witold Starkiewicz ze Szczecina i prof. Tadeusz Kulisiewicz z Wrocławia. Mówca oświadczył, że to urządzenie dla nas jest nieużyteczne i szkoda pieniędzy na dalsze jego udoskonalanie. Na elektroftalm Polska Akademia Nauk corocznie wydaje 400 tysięcy złotych, a dzieciom w szkołach w tym samym czasie brakuje tabliczek brajlowskich. Warto przypomnieć, że elektroftalm na ówczesnym etapie badań wyglądał bardzo niekorzystnie. Na głowie miało się hełm, na czole opaskę z receptorami uciskającymi, a w ręku około dwukilogramową baterię... gdyby niewidomy pokazał się w czymś takim na ulicy, - wzbudziłby wielką sensację, wyglądając jak kosmonauta czy człowiek nie z tej Ziemi. Wystąpienie to wywołało wśród zebranych konsternację i choć problem został zauważony - od badań nad elektroftalmem nie odstąpiono. W późniejszym okresie osiągnięto jedynie postęp polegający na jego miniaturyzacji. Nie na wiele się to jednak przydało, gdyż w innych krajach, na przykład w Szwecji czy Rosji, w tym samym czasie, mieli już bardzo poręczne, małe aparaty do wykrywania przeszkód.
|