„zawsze redaktor”
Od redakcji: Poniższe fragmenty dotyczące Bożego Narodzenia wybrane zostały z książki: "Henryk Ruszczyc we wspomnieniach". Książka nie została dotychczas opublikowana. Na razie znajduje się na dysku komputerowym redakcji "Pochodni". Przypomnijmy, że w bieżącym roku obchodziliśmy stulecie urodzin tego wspaniałego pedagoga i człowieka. Zawitała miłość Szkoła w Laskach, rok 1938 Szczególną falą ciepła, Henryk Ruszczyc otaczał wychowanków w Święta Bożego Narodzenia. Cały zakład zbierał się wtedy na ogólnej sali w Domu Dziewcząt. Stoły pieczołowicie przez siostry laskowskie usłane sianem, przybrane białymi obrusami i zielenią, uginały się pod wszelkim jedzeniowym dobrem. Wszystko rozpoczynało się oficjalnie, a więc przemowy, ciepłe słowa, życzenia. W tym świątecznym dniu Henryk Ruszczyc nie był ojcem, wychowawcą, lecz tylko i jedynie przyjacielem. Po kolacji wigilijnej zmieniał także i ubiór. Po przebraniu się za świętego Mikołaja zjawiał się na wielkiej estradzie, ustawiał się przed olbrzymich rodzajów stertą paczek i zapowiadał: "A terhaz (wymawiał nieco warcząco literę "r") a terhaz święty Mikołaj przybył do wszystkich i rhozda prhezenty". Nastawała cisza i zdawać się mogło, że słychać szelest siana pod obrusami. Potem pan Ruszczyc zaczynał: "Franek Stokłosa", a następnie: "Bartek Górski, Staś Kaliński, Bronek, Ignaś i... wreszcie ja! Odbieram swoją paczkę. Cieszę się już z góry. Rozwijam papier, otwieram pudełko. Wyjmuję. Wiem, co robić z prezentem: podnoszę do ust i dmucham... płynie kolęda, jedna, druga, trzecia... potem melodia ludowa z mojej rodzinnej ziemi. Głaszczę, pieszczę upominek - organki! Śliczne, dwustronne, tonacja C-dur i D-dur, płaskie, zgrabne, wypolerowane cudownie - dają mi szczęście, jakiego jeszcze w krótkim ówczesnym moim życiu nie doznałem, a może nie doznam takiego już nigdy! K.Winde
Ośrodek rehabilitacyjny dla ociemniałych żołnierzy w Surhowie na Lubelszczyźnie
Jest Gwiazdka 1945 roku. W wigilijny wieczór, na drodze między Krasnymstawem a Surhowem psuje się samochód, którym Henryk Ruszczyc wiezie dla swojej ociemniałej, wielkiej rodziny wigilijny posiłek i prezenty. Wokół ciemno i pusto. Długie majsterkowanie przy samochodzie nie daje rezultatu. Układa więc w workach wraz z kierowcą, ile tylko mogą udźwignąć i, zgięci pod ich ciężarem, idą kilka kilometrów do Surhowa. Prawie nieprzytomny pada na łóżko w swoim pokoju, który służy mu zarazem za biuro. Z zamglonych ze zmęczenia oczu bije mimo wszystko pogoda. Wprawdzie późnym wieczorem, ale będzie opłatek i wigilijna ryba, a przede wszystkim prezenty. Wręcza je sam, z tym niezapomnianym objęciem za szyję i serdecznym pocałunkiem. A potem wspólne kolędy do późnej nocy. "Niezapomniane to chwile, i pieśni, i śpiewy, które dla wielu do dziś jeszcze brzmią, bowiem wówczas pod dach surhowskiego pałacu zawitała Miłość". Bronisław Kruczko Redakcja "Pochodni" życzy wszystkim Czytelnikom, członkom ich rodzin i Przyjaciołom, aby w świąteczne dni Bożego Narodzenia do nich także zawitała miłość. Niech staną się one okresem radosnej atmosfery, pokoju i wybaczenia, pogody i wzajemnej życzliwości, a także miłych niespodzianek pod choinką. |